Przyglądaliście się kiedyś dokładnie rysunkom swoich dzieci?
One mają szczególną moc – przekazują otaczającemu je światu wiele istotnych
informacji. Czasem bywają zakodowaną informacją, nad którą trzeba chwilę
podumać, a innym razem są tak czytelne, że rozumie się wszystko bez zbędnych pytań.
Nie lekceważcie ich, gdyż czasem są swoistym listem do najbliższym – wyrażają
radość, smutek, czasem strach. Przedstawiają niekiedy emocje, które siedzą
głęboko w dziecku i których nie sposób ubrać w słowa. Moja córka dała mi
poprzez swoje obrazki do myślenia. W porę się zorientowałam, że krzywdzę swoje
dziecko…
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzicielstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzicielstwo. Pokaż wszystkie posty
16.2.16
Nie poznaję swojego dziecka. Czyżby bunt dwulatka na horyzoncie?
Nie poznaję swojego dziecka. I nie jest to amnezja, na
którą cierpię od ostatnich 2-3 tygodni, ani też fakt, że przypadkiem
odebrałam ze żłobka nieswoje dziecko. Nie poznaję swojego syna. Tego małego,
słodkiego gagatka, którym był do niedawna. Tzn, nie, wróć…. To nie do końca
tak. On nadal jest moim cudownym dzieckiem, ale nie poznaję go okresowo. Tak, jak gdyby kilka razy w ciągu dnia miało
miejsce rozdwojenie jego jaźni. W kilka chwil z kochanego bystrzaka przemienia
się w nieposkromiony kłębek złości, wijący się po podłodze i drący wniebogłosy
niczym zarzynane prosię (tak, tak właśnie brzmi). Nic do niego wtedy nie
dociera, a ewentualna próba rzeczowej i trzeźwej dyskusji grozi śliwą pod okiem
lub wybitym zębem.
![]() |
| Źródło: Internet |
27.10.15
MOJE 7 PRZYKAZAŃ - O CZYM STARAM SIĘ PAMIĘTAĆ OD KIEDY NIE JESTEM MAMĄ JEDYNAKA.
Tyle jest tekstów o tym, jak daleko człowiekowi do
ideału, jak daleko do ideału rodzicowi, matce. Z jednej strony podbudowują one,
poklepują nas po plecach szepcząc „Nie martw się, nie tylko ty jeden. Nikt nie
jest idealny.” Z drugiej strony uświadamiają nam masę popełnianych błędów,
wynikających z naszej ludzkiej słabości. Błędów, które w rzeczywistości mogłoby
się wyeliminować. Trzeba tylko o nich często myśleć i zamiast zamiatać je cichutko
pod dywan, należałoby je wysypać na środek pokoju, żeby regularnie sobie o nich
przypominać, potykając się o nie w drodze do kuchni czy łazienki. Chyba z
natury wolimy nasze wady przemilczać, a to nie o to przecież chodzi. Trzeba je
wykrzyczeć. Głośno i wyraźnie.
Mam świadomość
ile błędów popełniam próbując wychować swoje dzieci. Niektóre koryguję szybko i
ostatecznie, a inne, niczym natrętna mucha, wracają co chwilę, nie chcąc odejść
w zapomnienie. Z tymi walczy się najciężej. Potrzeba wtedy dużej dawki cierpliwości
i samokrytyki.
Decyzja o
drugim dziecku była bardzo świadoma, a jego poczęcie zaplanowane niemalże z
dokładnością do godziny ;) Pragnęliśmy pełnej rodziny oraz szczęścia dla
naszego oczka w głowie czyli Zosi – nigdy nie wyobrażałam sobie, że mała
miałaby być jedynaczką. Z resztą, mój matczyny instynkt buzował niczym wulkan.
Musiałam dać mu upust, inaczej bym zwariowała. Już od pierwszych tygodni
przygotowywaliśmy naszą córkę do faktu, że za 9 miesięcy będzie miała
rodzeństwo. Jako że była (i jest) dzieckiem bardzo mądrym, pojęła ten fakt w
mig, bardzo angażując się w rozwój jej, jak się później okazało, małego
braciszka.
Dziś nasz
syn ma 1,5 roku. To dość dużo czasu by móc powiedzieć coś na temat relacji
między rodzeństwem oraz o błędach, które staram się eliminować. Ułożyłam sobie
swój osobisty spis rodzicielskich przykazań. Oto one:



