Globalizacji
poddajemy się bez żadnego oporu. Chętnie włączamy do naszego codziennego życia
elementy otaczającego nas świata. Czy to dobrze czy źle? Ciężko powiedzieć. Dla
równowagi są i zwolennicy i przeciwnicy chłonięcia kultury „zgniłego” Zachodu.
Rok marketingowy obraca się według stałego kalendarza – Walentynki i Karnawał,
Wielkanoc, długi weekend majowy, Dzień Dziecka, (potem długa przerwa),
Wszystkich Świętych, Boże Narodzenie, Sylwester. I według tego szyku zmieniają
się sklepowe witryny i wystroje wielu miejsc publicznych.
Za
kilka dni Walentynki – odpowiednie dekoracje informują nas o tym od jakiegoś
czasu, żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli. Na czerwone serduszka, gołąbki,
łabądki, pluszowe misie i inne ociekające miłosnym lukrem motywy niektórzy
reagują odruchem wymiotnym. Tak w ogóle to wszystko to jest grubo przesadzone,
ble, fu, po co, na co? Czy w stałym związku Walentynki mają sens? Czy jest na nie czas i nastrój?

