Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty

Rysunek prawdę Ci powie. Jak nieświadomie krzywdziłam swoje dziecko.

Przyglądaliście się kiedyś dokładnie rysunkom swoich dzieci? One mają szczególną moc – przekazują otaczającemu je światu wiele istotnych informacji. Czasem bywają zakodowaną informacją, nad którą trzeba chwilę podumać, a innym razem są tak czytelne, że rozumie się wszystko bez zbędnych pytań. Nie lekceważcie ich, gdyż czasem są swoistym listem do najbliższym – wyrażają radość, smutek, czasem strach. Przedstawiają niekiedy emocje, które siedzą głęboko w dziecku i których nie sposób ubrać w słowa. Moja córka dała mi poprzez swoje obrazki do myślenia. W porę się zorientowałam, że krzywdzę swoje dziecko…

Źródło: Internet

Gdyby Was nie było...

Gdyby Was nie było…

5 powodów, dla których wciąż karmię piersią.

Lubicie dobre rady? Spokojnie, nie musicie odpowiadać. Domyślam się jaka padłaby odpowiedź. W pierwszej kolejności należałoby rozważyć znaczenie słowa „dobre” bo zapewne wiele z nich niesione jest przez dobre intencje i takie ja osobiście przyjmuję z dużą uwagą. Czasami jednak podszyte są arogancką postawą pod tytułem „ja wiem najlepiej więc dam ci dobrą radę”. Moje ulubione "dobre rady" to te dotyczące wychowywania dzieci. Ostatnio usłyszałam jedną z lepszych... Dotyczyła mojego syna i moich piersi.


Nie poznaję swojego dziecka. Czyżby bunt dwulatka na horyzoncie?

Nie poznaję swojego dziecka. I nie jest to amnezja, na którą cierpię od ostatnich 2-3 tygodni, ani też fakt, że przypadkiem odebrałam ze żłobka nieswoje dziecko. Nie poznaję swojego syna. Tego małego, słodkiego gagatka, którym był do niedawna. Tzn, nie, wróć…. To nie do końca tak. On nadal jest moim cudownym dzieckiem, ale nie poznaję go okresowo. Tak, jak gdyby kilka razy w ciągu dnia miało miejsce rozdwojenie jego jaźni. W kilka chwil z kochanego bystrzaka przemienia się w nieposkromiony kłębek złości, wijący się po podłodze i drący wniebogłosy niczym zarzynane prosię (tak, tak właśnie brzmi). Nic do niego wtedy nie dociera, a ewentualna próba rzeczowej i trzeźwej dyskusji grozi śliwą pod okiem lub wybitym zębem.

Źródło: Internet

MOJE 7 PRZYKAZAŃ - O CZYM STARAM SIĘ PAMIĘTAĆ OD KIEDY NIE JESTEM MAMĄ JEDYNAKA.

Tyle  jest tekstów o tym, jak daleko człowiekowi do ideału, jak daleko do ideału rodzicowi, matce. Z jednej strony podbudowują one, poklepują nas po plecach szepcząc „Nie martw się, nie tylko ty jeden. Nikt nie jest idealny.” Z drugiej strony uświadamiają nam masę popełnianych błędów, wynikających z naszej ludzkiej słabości. Błędów, które w rzeczywistości mogłoby się wyeliminować. Trzeba tylko o nich często myśleć i zamiast zamiatać je cichutko pod dywan, należałoby je wysypać na środek pokoju, żeby regularnie sobie o nich przypominać, potykając się o nie w drodze do kuchni czy łazienki. Chyba z natury wolimy nasze wady przemilczać, a to nie o to przecież chodzi. Trzeba je wykrzyczeć. Głośno i wyraźnie.

Mam świadomość ile błędów popełniam próbując wychować swoje dzieci. Niektóre koryguję szybko i ostatecznie, a inne, niczym natrętna mucha, wracają co chwilę, nie chcąc odejść w zapomnienie. Z tymi walczy się najciężej. Potrzeba wtedy dużej dawki cierpliwości i samokrytyki.

Decyzja o drugim dziecku była bardzo świadoma, a jego poczęcie zaplanowane niemalże z dokładnością do godziny ;) Pragnęliśmy pełnej rodziny oraz szczęścia dla naszego oczka w głowie czyli Zosi – nigdy nie wyobrażałam sobie, że mała miałaby być jedynaczką. Z resztą, mój matczyny instynkt buzował niczym wulkan. Musiałam dać mu upust, inaczej bym zwariowała. Już od pierwszych tygodni przygotowywaliśmy naszą córkę do faktu, że za 9 miesięcy będzie miała rodzeństwo. Jako że była (i jest) dzieckiem bardzo mądrym, pojęła ten fakt w mig, bardzo angażując się w rozwój jej, jak się później okazało, małego braciszka.



Dziś nasz syn ma 1,5 roku. To dość dużo czasu by móc powiedzieć coś na temat relacji między rodzeństwem oraz o błędach, które staram się eliminować. Ułożyłam sobie swój osobisty spis rodzicielskich przykazań. Oto one: